Mogilno pod presją po kontroli szpitala i sporze o umowy z firmą Spine
Sprawa umów zawieranych przez szpital w Mogilnie ze spółką neurochirurgów wywołuje polityczne komentarze po kontroli NFZ i zawiadomieniu prokuratury przez nowe władze placówki. W centrum sporu są wysokie stawki rozliczeń, negatywny wynik kontroli oraz kara przekraczająca 2,6 mln zł, od której szpital się odwołuje.
Najważniejsze
- Szpital w Mogilnie współpracował ze spółką Spine, która według Wirtualnej Polski mogła wystawiać rachunki do 26 tys. zł za godzinę i ponad 300 tys. zł za dniówkę.
- NFZ nałożył na szpital w Mogilnie karę przekraczającą 2,6 mln zł po negatywnej kontroli, obecnie toczy się procedura odwoławcza i szpital złożył zastrzeżenia.
- Sprawa wywołała ogólnopolski spór polityczny i zwiększa presję na transparentność kontraktowania usług medycznych finansowanych przez NFZ, zwłaszcza z udziałem zewnętrznych zespołów specjalistycznych.
Kontrola, umowy i polityczne reakcje
Jak podała TVN24, powołując się na Wirtualną Polskę, spółka neurochirurgów Spine z o.o., działająca w kilku województwach, mogła wystawiać szpitalom rachunki sięgające 26 tys. zł za godzinę oraz ponad 300 tys. zł za dniówkę. Jedną z placówek współpracujących z tą spółką jest szpital w Mogilnie w województwie kujawsko-pomorskim.Po przeanalizowaniu dokumentacji medycznej nowe władze szpitala zawiadomiły prokuraturę. Sprawą zajął się także NFZ, a kontrola zakończyła się wynikiem negatywnym dla placówki i karą w wysokości ponad 2,6 mln zł. Obecnie trwa procedura odwoławcza, ponieważ szpital złożył zastrzeżenia do wyników kontroli.
Senator Lewicy Wojciech Konieczny ocenił w rozmowie z TVN24, że dyrekcja mogła szukać podmiotu zdolnego do wykonywania świadczeń, których sama nie była w stanie realizować z powodu braków kadrowych lub sprzętowych. Dodał, że warunki przedstawione przez grupę lekarzy były bardzo wygórowane, ale według dostępnych informacji 65 proc. kontraktu trafiało do tej grupy, a 35 proc. do szpitala, co mogło być dla placówki nadal opłacalne.
Według Koniecznego pozostałe ujawniane okoliczności wskazują, że był to, jak stwierdził, "skok na kasę". Z kolei senator PiS Stanisław Karczewski mówi, że sprawa go zszokowała i że wcześniej nie brał pod uwagę podobnego scenariusza nawet w "najbardziej czarnych snach".
Spór o odpowiedzialność i skutki dla sektora zdrowia
Wątek szybko przenosi się także na poziom ogólnopolskiego sporu politycznego. Szef MSWiA Marcin Kierwiński napisał w serwisie X, że osoba kojarzona ze stawką "26 tys. za godzinę" pełniła wcześniej funkcje publiczne i biznesowe w okresie rządów PiS, a sama umowa została podpisana u schyłku tych rządów.Wskazane przez ministra funkcje pełnił Józef Aleszczyk, prezes Fundacji "Instytut Neurochirurgii Spine", który nie jest lekarzem, lecz doktorem nauk ekonomicznych. Na wpis Kierwińskiego zareagował poseł PiS Janusz Cieszyński, który przekonywał, że za sytuację w Mogilnie odpowiada środowisko powiązane z koalicjantem obecnej większości.
Do sprawy odniósł się również marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który powiedział, że chodzi o wydarzenia sprzed około dwóch lat i że po ich ujawnieniu doszło do zmiany dyrekcji. Sprawa z Mogilna może zwiększać presję na sposób zawierania kontraktów w publicznej ochronie zdrowia, zwłaszcza tam, gdzie szpitale korzystają z zewnętrznych zespołów specjalistycznych, aby realizować świadczenia finansowane przez NFZ.
W naszym wcześniejszym materiale o zapowiadanym pakiecie zmian w ochronie zdrowia opisywaliśmy ultimatum premiera Donalda Tuska po ujawnieniu nieprawidłowości w jednym ze szpitali oraz oczekiwanie szybkich rekomendacji od Ministerstwa Zdrowia i NFZ. Wskazywaliśmy, że w centrum dyskusji znalazły się m.in. bardzo wysokie zarobki części medyków, omijanie kolejek i organizacja pracy placówek, co może przełożyć się na zaostrzenie zasad kontraktowania świadczeń i nowe decyzje personalne.
Najnowsze wiadomości Retirement Policies
bonus depozytowy dla wszystkich klientów
- Forex
- Crypto