Konflikt pracowniczy w Dino wchodzi w decydującą fazę po strajku ostrzegawczym z 25 kwietnia i nieudanych mediacjach ze związkami zawodowymi. Stawką są nie tylko żądania płacowe, ale też warunki pracy, braki kadrowe i sposób prowadzenia dialogu przez spółkę.
Najważniejsze
- Dino nie wysłało zarządu na mediacje ze związkowcami 27 kwietnia, zwiększając ryzyko strajku generalnego i eskalując spór pracowniczy.
- Po zgłoszeniach OPZZ Konfederacji Pracy inspekcja pracy przeprowadziła kontrole w 461 placówkach Dino, wydając ponad 1,3 tys. decyzji o usunięciu nieprawidłowości.
- Kurs akcji Dino spadł pod koniec marca o blisko 19 proc., redukując wartość spółki o ponad 7 mld zł po publikacji słabszych wyników.
Brak przełomu w mediacjach
Jak podał Forbes Biznes, Dino nie wysłało żadnego członka zarządu na spotkanie mediacyjne ze stroną związkową zaplanowane na 27 kwietnia, co przybliża perspektywę strajku generalnego w sieci. Wcześniejszy protest ostrzegawczy, przeprowadzony 25 kwietnia między godz. 12 a 14, był kulminacją sporu, który według OPZZ Konfederacji Pracy w Handlu narasta od miesięcy wokół płac, braków kadrowych, warunków BHP i relacji ze związkami zawodowymi.Z wypowiedzi pracowników i przedstawicieli związku wynika, że problem wykracza poza same wynagrodzenia. Zatrudnieni wskazują na przeciążenie obowiązkami, zbyt małą obsadę na zmianach, presję ze strony przełożonych i klientów, a także obawy przed konsekwencjami zgłaszania zastrzeżeń.
Według Wojciecha Jędrusiaka z OPZZ Konfederacji Pracy związek zaczął działać w Dino w listopadzie ubiegłego roku, reagując na skargi dotyczące niskich temperatur, nadmiernego obciążenia pracą i braków kadrowych. Związkowcy twierdzą też, że po stronie spółki w rozmowach dominują przedstawiciele kancelarii prawnej, a nie osoby mające realną decyzyjność, co utrudnia osiągnięcie porozumienia.
Wśród głównych postulatów pracowników pozostają podwyżka o 900 zł, utworzenie funduszu socjalnego i uzupełnienie braków kadrowych. W tle sporu pojawiają się również zarzuty dotyczące wykorzystywania monitoringu oraz sygnały o zniechęcaniu części załogi do udziału w proteście.
Presja na spółkę i skutki dla rynku
Spór pracowniczy nasila się równolegle z presją regulacyjną i rynkową wokół Dino. Kontrole przeprowadzone po interwencji związkowców objęły 461 placówek, a inspektorzy stwierdzili nieprawidłowości w zdecydowanej większości z nich, wydając ponad 1,3 tys. decyzji nakazujących ich usunięcie.Jak przekazywał rzecznik Głównego Inspektora Pracy, część decyzji dotyczyła zbyt niskiej temperatury w miejscu pracy, w tym stanowisk kasowych narażonych na napływ zimnego powietrza oraz niedogrzanych pomieszczeń socjalnych. Kontrole ujawniły także inne naruszenia, między innymi związane ze składowaniem towarów, drogami komunikacyjnymi i zabezpieczeniem instalacji.
Napięcia w firmie są widoczne również na giełdzie. Pod koniec marca, po publikacji słabszych wyników, kurs akcji Dino spadł w ciągu trzech sesji o blisko 19 proc., co przełożyło się na spadek wartości spółki o ponad 7 mld zł, a część analityków obniżyła ceny docelowe i rekomendacje dla akcji.
Na obraz sytuacji nakładają się także zmiany w zarządzie. W 2026 roku z funkcji członka zarządu zrezygnowali Piotr Ścigała i Sławomir Niżałowski, a spółka w obu przypadkach wskazała w komunikatach jedynie względy osobiste. Przy narastającym konflikcie z pracownikami i pogarszającym się tle wizerunkowym zwiększa to presję na kierownictwo, by przedstawiło wiarygodny plan rozwiązania sporu.
W naszym wcześniejszym materiale o rozwoju spółki WK Dzik opisaliśmy, jak marka zbudowana wokół społeczności fitness przekształciła się w firmę z przychodami brutto przekraczającymi 205 mln zł i rentownością bliską 10 proc. Zwracaliśmy uwagę, że ponad 80 proc. obrotów generuje sprzedaż w dużych sieciach handlowych, a kluczowym motorem wzrostu pozostaje napój Dzik Energy, wokół którego firma planuje dalszą ekspansję dystrybucji i rozwój kolejnych kategorii.