Tweet został usunięty przez autora.
Ale wszystko zapisaliśmy 🙂.
W sektorze kryptowalut istnieje specjalny rodzaj ubezpieczenia, który nie ma nic wspólnego z instrumentami pochodnymi lub hedgingiem. Są to pakiety wynagrodzeń dla kadry kierowniczej. Zamieniają one krachy rynkowe w wydarzenia, które nie wpływają na osobiste samopoczucie osób zarządzających firmami. Podczas gdy ceny akcji gwałtownie spadają, warunki kontraktów menedżerskich działają jak poduszka bezpieczeństwa.
Ten artykuł został przetłumaczony z oryginału. Przeczytaj oryginalną wersję przygotowaną przez naszego korespondenta tutaj.
Spadek cen akcji o 30%, 60%, a nawet 98% nie wpływa na strukturę ich wynagrodzenia - ponieważ nagrody te były gwarantowane w czasach, gdy rynek był "na sterydach" i wszyscy wierzyli w niekończący się wzrost.
Na długo przed tegorocznym załamaniem cen akcji spółek kryptowalutowych, kadra kierownicza zabezpieczyła się już poprzez wypłaty wyszczególnione w dokumentach Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC).
Dzięki hojnym pakietom wynagrodzeń, które były wypłacane nawet podczas brutalnej bessy, drobny druk opowiada zupełnie inną historię niż ich publiczne oświadczenia.
Żywym przykładem jest Michael Saylor i jego firma Strategy. Akcje spółki spadły o ponad 60%, ale jego osobista sytuacja finansowa pozostała niezmieniona. Specjalna klasa akcji z prawem głosu (klasa B), przyjazna założycielom rada dyrektorów i hojne nagrody kapitałowe zapewniają mu stabilność niezależnie od tego, co dzieje się z firmą. Podczas gdy bitcoin spada, Saylor pozostaje w swoim własnym ekosystemie finansowym, chronionym zarówno prawnie, jak i strukturalnie.
W lipcu 2025 r. Strategy osiągnęła szczytową kapitalizację rynkową w wysokości 124,7 mld USD, która później spadła do 49 mld USD. Ogólnie rzecz biorąc, akcje straciły 61% w ciągu 12 miesięcy. Jednak osobisty majątek Saylora - szacowany na ponad 5 miliardów dolarów - prawie nie ucierpiał.
Podobne podejście zastosował Anthony Pompliano podczas transakcji SPAC dla ProCap, która zapewniła kierownictwu firmy pakiet wynagrodzeń o wartości 400 milionów dolarów. Początkowo rynek był zachwycony: akcje SPAC Columbus Circle Capital Corp. I, który miał wprowadzić ProCap na giełdę, na krótko podskoczyły powyżej 16 USD w czerwcu - napędzane wyłącznie optymizmem związanym z wpływami medialnymi Pompliano.
Kiedy jednak cena powróciła do poziomu sprzed ogłoszenia, czyli 10 USD, Paul Glazer nabył 7,7% udziałów w spółce i publicznie sprzeciwił się transakcji, nazywając ją nie do przyjęcia. Powód był oczywisty: Pompliano skonstruował swoje wynagrodzenie w taki sposób, że otrzymałby osobiście nie mniej niż 50 milionów dolarów, nawet gdyby cena akcji spadła o połowę - z 10 do 5 dolarów. Co więcej, umowa przyznawała mu dodatkowe 10 milionów dolarów w gotówce w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy bez podania przyczyny.
Nakamoto jest jednym z najjaśniejszych przykładów tego, jak architektura korporacyjna może oddzielić CEO od rzeczywistości rynkowej. Pod kierownictwem Davida Baileya akcje NAKA spadły o 98,7% - z maksymalnego poziomu 34,77 USD do mniej niż 0,45 USD. Dla inwestorów jest to praktycznie całkowita strata. Jednak dokumenty SEC - w szczególności załącznik 10.15 do formularza 8-K - opowiadają inną historię.
Bailey otrzymał 250 000 USD premii za podpisanie umowy, 58 333 USD miesięcznych płatności, 5 milionów opcji NAKA, 1 milion USD w RSU i prawo do 2,1 miliona USD rocznych premii - a wszystko to podczas korzystania z prywatnego odrzutowca firmy. Innymi słowy, podczas gdy akcje wyparowały do groszy, jego kontrakt funkcjonował jak niezachwiany szwajcarski zegarek.
Problem ten nie ogranicza się do kilku znanych firm. Kiedy DeFi Development Corporation obiecało CEO Josephowi Onorati roczną pensję w wysokości 574 000 USD i możliwość otrzymania premii w wysokości do 200%, akcje spółki już spadały - a później spadły o kolejne 48%.
W Core Scientific dyrektor generalny Adam Sullivan zwiększył swoje wynagrodzenie do 41,9 mln USD w 2024 r. - 47 razy więcej niż rok wcześniej. A wszystko to działo się w kontekście całkowitej stagnacji akcji w 2025 roku.
Upexi, która gromadzi rezerwy Solana, płaci dyrektorowi generalnemu Allanowi Marshallowi pensję w wysokości 840 000 USD, przyznaje 75 000 jednostek RSU co sześć miesięcy i emituje 500 000 warrantów z ceną wykonania 2,28 USD. Paradoks polega na tym, że rynek wycenia spółkę niżej niż wartość jej własnych zasobów SOL - jednak nie ma to wpływu na jego wynagrodzenie.
Po serii takich incydentów akcjonariusze kilku firm kryptowalutowych - zwłaszcza górników bitcoinów - zaczęli aktywnie głosować przeciwko pakietom wynagrodzeń dla kadry kierowniczej. Poziom sprzeciwu osiągnął 36%, czyli o 29% więcej niż średnia w indeksie S&P 500. Jest to pierwszy prawdziwy sygnał, że inwestorzy zmęczyli się finansowaniem "klasy chronionej", która nie ponosi prawie żadnego osobistego ryzyka.
Branża kryptowalut została zbudowana na idei przejrzystości i nowej etyki finansowej - ale w rzeczywistości jej mechanizmy korporacyjne są czasami nawet ostrzejsze niż w tradycyjnych finansach. Dyrektorzy stworzyli system, który pozwala im uniknąć bankructwa, podczas gdy inwestorzy jako pierwsi płacą za błędy rynkowe.
Kluczowym pytaniem pozostaje: czy branża, która kiedyś postanowiła na nowo odkryć finanse, może zrestrukturyzować swoje własne zasady tak, aby spadki akcji były odczuwalne nie tylko przez akcjonariuszy, ale także przez kadrę kierowniczą, która zarządza firmami kryptowalutowymi?